czwartek, 7 maja 2015

KOBIECIARZ - CZĘŚĆ 2

Popatrzyłem na niego osłupiały. Może i był inteligentny, błyskotliwy i miał niezwykłą smykałkę do zagadek, ale był w takim samym stopniu bezczelny, arogancki i nie potrafił przyznać się do błędu! Oto, moi drodzy, prawdziwa twarz Sherlocka Holmesa.
- Jesteś najbardziej bezwstydnym, ignoranckim dupkiem jakiego miałem nieprzyjemność poznać... - mruknąłem z przekąsem.
- Też się cieszę z tak błyskotliwego współlokatora, doktorku. - zrewanżował się całą gamą sarkazmu w jednym zdaniu.
Niesamowite.
Usiadłem po drugiej stronie stołu i przyglądałem się mojemu przyjacielowi, który z niezwykłym zacięciem i skupieniem na twarzy dobierał kolejne substancje potrzebne do stworzenia nowej śmiertelnej trucizny. Jego oczy uważnie wpatrywały się w mikroskop, a ręce przebierały w butelkach, fiolkach, zlewkach i probówkach. Co chwilę chwytał w rękę pipetę i dodawał kilka kropel przeróżnych cieczy.
- Ha! Mam! - wykrzyknął, podrywając się z miejsca. O mało co nie zrzucił mikroskopu, ale jego niezwykła uwaga pozwoliła na odpowiednio wczesne złapanie przyrządu.  - Oliverze, twój czas nadszedł! - rzucił się pędem do klatki. Zorientowałem się, co ten przeklęty idiota chce zrobić, więc sam wyrwałem się w tamtą stronę. W ostatniej chwili położyłem rękę na drzwiczkach, podobnie jak Sherlock. Impet jego dłoni pozostawił na mojej czerwony ślad.
- Ani mi się waż, bo sam ci to zaaplikuję, kiedy będziesz spał. - warknąłem ostro i przesunąłem się tak, by plecami zasłaniać świnkę morską. Mój towarzysz popatrzył na mnie jak na idiotę.
- Tak, tak, bardzo śmieszne, a teraz się odsuń. - mruknął lekceważąco i zrobił krok do przodu. Ja jednak nie odstąpiłem. Nie dam zabić tej biednej istotki.
- Nie ma takiej opcji. Testowanie substancji na zwierzętach jest nielegalne. - dodałem i wyciągnąłem przerażone zwierzę z klatki.
- Dajże spokój, doktorku. - mruknął i sięgnął po Olivera. Uchyliłem się w porę i truchtem pobiegłem do pani Hudson. Z góry doszedł mnie dźwięk uderzenia w podłogę. Czyżby Sherlock potknął się o dywan.
- Witaj, John. Coś się stało? - w drzwiach pojawiła się nasza kochana gosposia.
- Tak, tak. - wystrzeliłem zdenerwowany. - Niech pani go weźmie, bo ten psychopata go zabije. - wcisnąłem kobiecie w ręce zwierzaka i zostawiłem osłupiałą. Holmes akurat schodził ze schodów i rozcierał udo.
- Przeklęta wykładzina... - powiedział pod nosem. - Watson! Gdzie mój Oliver?!
- Musiał mi jakoś... no ten... Uciekł mi... - odrzekłem zakłopotany.
- Nie umiesz kłamać. Kto go ma? To stare babsko? Zaraz odzyskam tą świnkę morską. - ruszył w kierunku mieszkania pani Hudson. Nagle jednak usłyszałem syreny policyjne.
- Sherlock! To chyba Lestrade, nie sądzisz? - zatrzymał się w półkroku i na jego twarzy zagościł uśmiech.
- Ty i Oliver macie szczęście. Załatwię to później. - wyszczerzył się złowrogo i pobiegł na górę.
Policjant tymczasem zapukał do drzwi. Podszedłem i otworzyłem mu, witając go uściśnięciem dłoni. Również udaliśmy się do naszego lokum. Ku mojemu zdziwieniu detektyw spokojnie siedział na fotelu czytając gazetę, a w kuchni aż błyszczało. Nie było śladu po niedawnym szalonym laboratorium.
- Sherlocku... - zaczął jak zwykle zmieszany policjant.
- Tak, tak. Zabójstwo. Coś ciekawego?

C.D.N.

2 komentarze:

  1. Dlaczego Olivier musi przeżywać zamachy na jego świnkowe życie T>T Ja tu się z nim utoższamiam, a ty tak no. Ogólnie, to Sherlock 4ever i na zawsze. Ale Olivier i tak jest lepsiejszy Bl

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego Olivier musi przeżywać zamachy na jego świnkowe życie T>T Ja tu się z nim utoższamiam, a ty tak no. Ogólnie, to Sherlock 4ever i na zawsze. Ale Olivier i tak jest lepsiejszy Bl

    OdpowiedzUsuń