wtorek, 5 maja 2015

Kobieciarz- część 1

W przychodni było dzisiaj mnóstwo pracy. Pacjenci kłócili się o nic zepsuł mi się komputer, a na koniec wylałem sobie na spodnie kawę. Cudownie.
Wracając do domu rozbłysło we mnie światełko nadziei, że mój towarzysz dla odmiany pozwoli mi odpocząć, jednak dochodzące z mieszkania przerażone okrzyki pani Hudson skutecznie zniwelowały moje jakże śmiałe marzenia. Kilkoma susami pokonałem schody i wchodząc do mieszkania natychmiast kucnąłem, unikając tym samym szklanej popielniczki lecącej na wysokości mojej głowy. Z głośnym hukiem uderzyła o drzwi i rozbiła się na drobne kawałki.
- Sherlock! - wrzasnęła przerażona kobieta - Mogłeś go zabić! - widząc jednak wzrok detektywa, przerażona czmychnęła do siebie. Usunąłem się jej z drogi, wpatrując się w przyjaciela. Jedną ręką nerwowo przeczesywał włosy, drugą zaś wszystko podnosił przesuwał, zrzucał, podrzucał, przekładał, odkładał i tłukł. Mamrotał coś pod nosem o papierosach, nogi mu się plątały. Postanowiłem tym razem odpuścić i przerwać to bezmyślne demolowanie mieszkania.
- Włożyłeś je do kapcia, geniuszu. - mruknąłem. Na moje słowa odwrócił się, przeskoczył przez fotel i chwycił moją kurtkę. Był jednak tak roztrzęsiony, że z łatwością się wyswobodziłem. - Kapeć. Papierosy. Tam. - wskazałem ręką na parę schodzonych pantofli. Sherlock podszedł do nich, wyciągnął jedną sztukę i włożył do ust. Przez chwilę siłował się z zapalniczką, a gdy już wygrał starcie zaciągnął się dymem z błogim wyrazem na twarzy. Zaraz jednak oprzytomniał i popatrzył na mnie z nieskrywanym zdziwieniem.
- Skąd wiedziałeś?
- Tylko wtedy demolujesz pół mieszkania. - skwitowałem z kwaśną miną. - Aż tak ci się nudzi, czy może kolejny z twoich eksperymentów nie wychodzi?
- To drugie. Pieprzony Oliver nie chce umrzeć. - warknął, 
- Kto?
- Moja świnka morska. - powędrował do kuchni, zatrzymując się na chwilę i patrząc na mnie. - Biała, z ekspresu.
- Hm? - zmarszczyłem brwi w dezorientacji.
- Kawa. Była zimna, kiedy ją wylałeś wnioskuję więc, że nie miałeś czasu jej wypić. Z powodu natłoku pracy oczywiście. Twoje powieki są ociężałe, a szczęka mimowolnie spięta, niewątpliwie miałeś do czynienia z niezwykle upartą klientką z małym dzieckiem, pewnie dziewczynką. Pytała się, czemu przepisałeś jej nierefundowane leki, na co odpowiedziałeś, że nie mają zamienników. Ona jednak wezwała twoją przełożoną i zrobiła awanturę na pół przychodni. Mylę się? - dodał i zasiadł przed mikroskopem. Chwilę badał jakąś ciecz, by po chwili pobrać ją za pomocą pipety i dodać do probówki. Chwycił za strzykawkę, nabrał dziwnego płynu i wyciągnął przerażonego i zmarnowanego Olivera. Zdezynfekował miejsce na grzbiecie i zaaplikował substancję. Odłożył świnkę do klatki i czekał. Nic się jednak nie wydarzyło.
- Cholera, nie wiem, co jest nie tak. - mruknął do siebie.
- To był chłopiec. - rzuciłem, zadowolony poniekąd z błędu przyjaciela.
- No mówię przecież. - rzucił nieobecnym tonem.

C.D.N.

3 komentarze:

  1. Aw aw ;u; Tylko jedna rzecz mi nie pasuje. Co Oliver zrobił Sherlockowi, że ten z takim zapałem próbuje go zabić? XD Lunz kace za tego bloga ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko: rzucił-rzuciłem. Powtórzenia być złe Bl

      Usuń
  2. Tak to już jest, jak robisz coś na szybko :/ W innych miejscach brakuje przecinka, ale to wina niesprawnego przycisku:D Będę pilnować:)

    OdpowiedzUsuń